'Zapłaciłam 30 tys. funtów za studia z tworzenia treści internetowych'

Źródło zdjęcia, Destiny McGowan
- Autor, Megan Lawton
- Stanowisko, reporterka ds. biznesu
- Data publikacji
- Czas czytania: 4 min
Ten kierunek studiów może budzić zdziwienie, ale Destiny McGowan nie ma wątpliwości, że okazał się dla niej bardzo przydatny.
W lipcu 21-latka ukończyła Nottingham Trent University, zdobywając dyplom z tworzenia treści internetowych.
Program obejmował nie tylko naukę tworzenia treści na Instagram, TikTok i YouTube, ale także budowania społeczności, współpracy z markami oraz zarabiania na publikowanych materiałach.
„Zawsze chciałam zostać przedsiębiorczynią, dlatego zależało mi na zdobyciu praktycznych umiejętności, które mogłabym wykorzystać w różnych obszarach," mówi Destiny, wskazując zarówno na wiedzę z zakresu mediów społecznościowych, jak i biznesu.
Choć jest dopiero na początku kariery i nie ujawnia swoich zarobków, przyznaje, że jej działalność już przynosi dochody.
Oprócz publikowania treści o modzie na własnych profilach tworzy materiały dla innych twórców, a także prowadzi transmisje sprzedażowe na żywo na TikToku, prezentując produkty przed kamerą.
Jak podkreśla, studia zapewniły jej dostęp do sprzętu, technologii oraz kontaktów branżowych.
„Niesamowite osoby, które poznałam podczas paneli organizowanych przez uczelnię, to ludzie, do których dotarcie zajęłoby komuś od pięciu do dziesięciu lat," mówi.
Nottingham Trent University podkreśla, że oferowany od 2022 roku kierunek tworzenia treści internetowych zapewnia studentom „praktyczne doświadczenie".
Coraz więcej uczelni w Wielkiej Brytanii oferuje podobne studia. University of Brighton informuje, że uczy studentów tworzenia treści, które „przebijają się przez informacyjny szum".
Podobne kwalifikacje można zdobyć także w Stanach Zjednoczonych. Arizona State University przekonuje, że kierunek pozwala studentom „przekształcić kreatywność w treści, które trafiają do odbiorców".
Taka edukacja wiąże się jednak ze znacznymi kosztami. Trzyletnie studia na Nottingham Trent University i University of Brighton kosztują obecnie brytyjskich studentów 9 790 funtów (ok. 50 tys. zł) rocznie, natomiast roczne czesne dla mieszkańca stanu Arizona na Arizona State University wynosi 14 724 dolary (ok. 57 tys. zł).
Czy takie studia są warte swojej ceny?
Knightenator, brytyjska twórczyni internetowa utrzymująca się z działalności w sieci, nie jest o tym przekonana. „Nie sądzę, żebym zdecydowała się na takie studia," mówi.
31-latka, która nie ujawnia swojego prawdziwego nazwiska, publikuje materiały o grach i podróżach w mediach społecznościowych od 2015 roku. Obecnie ma 65 tys. obserwujących na Twitchu oraz ponad 100 tys. na TikToku.
Tworzenie treści jest jej pełnoetatową pracą. Choć nie ujawnia swoich zarobków, przyznaje, że większość dochodów czerpie ze współpracy z markami, które promuje.
„Szczerze mówiąc, z mojego doświadczenia wynika, że firmy nie przywiązywałyby dużej wagi do tego, czy ktoś ukończył studia z tworzenia treści," mówi.
Dodaje, że internet jest pełen darmowych porad dotyczących rozpoczynania kariery w tej branży.
„Jeśli naprawdę chcesz zostać twórcą internetowym, wszystkie wskazówki są łatwo dostępne i nie musisz poświęcać trzech lat na studia," przekonuje.
Jej rada to obserwowanie materiałów innych twórców i znalezienie własnej niszy. „Naprawdę uważam, że w dzisiejszych czasach nie potrzeba wiele, aby zacząć to robić," dodaje.

Źródło zdjęcia, Knightenator
Jednak Aiesha Beasley z Phoenix w Arizonie, również twórczyni internetowa, ma inne zdanie.
36-latka, która publikuje treści o jedzeniu, modzie i stylu życia, mówi, że wybrałaby taki kierunek, gdyby był dostępny, gdy zaczynała blogować na Tumblrze na początku lat 2010.
Jej zdaniem studia dałyby jej „wyraźniejszy kierunek rozwoju zawodowego", szczególnie jeśli chodzi o zarabianie na swojej działalności.
„Trzeba myśleć jak przedsiębiorca i zastanawiać się, jak przekształcić hobby w coś, co przynosi dochód," mówi Aiesha.
Dodaje, że tego typu kierunki są „o krok przed innymi", ponieważ dostrzegają coraz większą rolę tworzenia treści w marketingu.
„Dziś trzeba być obecnym w internecie, niezależnie od tego, czy prowadzi się firmę, działa jako przedsiębiorca, czy buduje markę osobistą," wyjaśnia.
Studia oferowane m.in. przez Nottingham Trent University i Arizona State University pojawiają się w czasie dynamicznego rozwoju gospodarki twórców internetowych po obu stronach Atlantyku. Według ubiegłorocznego raportu sami twórcy publikujący na YouTube wnoszą do brytyjskiej gospodarki 2,2 mld funtów (ok. 11,2 mld zł).
Z kolei badanie z 2024 roku sugeruje, że jedna na trzy osoby w wieku od 18 do 30 lat w USA chciałaby zostać influencerem.

Źródło zdjęcia, Aiesha Beasley
Jednak Jacky Gurr, kierowniczka kierunku i starsza wykładowczyni zajęć z tworzenia treści na Nottingham Trent University, zwraca uwagę, że większość studentów nie planuje zostać influencerami.
Jej zdaniem tworzenie treści to umiejętność zawodowa, której coraz częściej potrzebują organizacje, niezależnie od tego, czy ktoś prowadzi własną firmę, pracuje na etacie czy w agencji.
„Takich umiejętności zdecydowanie można nauczyć. Studenci uczą się planowania i produkcji materiałów wideo, tworzenia kampanii, poznawania odbiorców, analizowania danych dotyczących wyników oraz dostosowywania strategii na podstawie tych danych," mówi.
Dodaje, że biznesowa strona tworzenia treści jest „ważną częścią studiów", podczas których omawiane są sposoby zarabiania oraz komercyjne aspekty branży.
Jednocześnie przestrzega osoby, które liczą, że studia zapewnią im szybki sukces jako influencerom.
„Duża część sukcesu influencera zależy od szczęścia, a szczęścia ani osobowości nie da się nauczyć," podkreśla.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Opracowanie: Julita Waleskiewicz










